<title_newspaper="Gazeta Robotnicza">
<title_article="Historia wujka">
<author_1="Edward Barwicz">
<language="pl"> 
<style="press"> 
<year="1954">
<month="5">
<date="1954-05-22/23">
<period="d">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Skończył o mechanicznym poidle, wyjaśnił, co to takiego elektryczne dojarki, opisał dokładnie budowę gnojownika i robiąc tylko krótką przerwę dla dopełnienia fajeczki opowiadał dalej:
— Postęp, obywatelu kochany... kultura rolnicza — ot, co! Popatrzcie na ziemniaki. Niby nic takiego — kartofel i tyle. Nieprawda — z ziemniakiem też trzeba umiejętnie. Uczeni profesorowie pokazali, że jak posadzić go sposobem... kwadratowo-gniazdowym, to zbierzesz więcej. Nasza spółdzielnia posłuchała uczonych. I w ogóle, uczonych trzeba słuchać, bo to —między nami mówiąc — ludzie nie głupi.
Tym zdaniem Jakub Klejmont zakończył swoje uwagi na temat wiedzy rolniczo-hodowlanej i przeszedł do spraw spółdzielni. Przez pół godziny chwalił bez opamiętania, tłumacząc, jaka to siła — kolektyw. Dowiedziałem się o wysokiej dniówce obrachunkowej, u pięknych zbiorach pszenicy i buraków cukrowych, o świnkach, owcach, kurach i co tam jeszcze było do pochwalenia.
Na zakończenie zaś wbił mi do głowy jeszcze tę prawdę, że „spółdzielnia musi mieć swoich fachowców". To znaczy potrzebni są znający się na rzeczy rolnicy, oborowi, chlewmistrze, kowale, pszczelarze... O pszczelarzu powtarzał kilkakrotnie i kazał zapamiętać. Później odprowadził mnie do samego biura, a sam zawracając do sklepu powiedział:
— Jak będziecie wracać, to wstąpcie, pogadkujemy jeszcze.
Dobrze się stało, że Klejmont opowiedział mi o wszyst kich pięknych osiągnięciach w spółdzielni, bowiem przewodniczący — wspomniany Jan Korzeniowski — o tych sprawach mówił bardzo mało. Korzeniowski robi wrażenie człowieka wiecznie niezadowolonego. O wysokiej dniówce obrachunkowej, o hodowli i o tych wszystkich osiągnięciach, o których tak barwnie opowiadał mój poprzedni, wąsaty rozmówca, przewodniczący nie powiedział ani słowa. Natomiast z miejsca zapytał, czy potrafię pisać do rymu.
— Taki jakiś wierszyk, tłumaczył — żeby naszym kochanym towarzyszom z gminnej rady  narodowej w pięty wlazł.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_1> 
</title_article>
</title_newspaper>